Podczas posiedzenia komisji Rady Powiatu Pruszkowskiego 8 października rozmawiano przede wszystkim o dzikach. Dyskusja zeszła jednak również na inne, znacznie rzadziej widywane zwierzęta, które pojawiają się w naszych okolicach.

Wilk między Ruścem a Kosowem. W Lesie Chlebowskim było ich więcej

– W tym roku w okolicach właśnie Ruśca, Kosowa był obserwowany osobnik jeden. Natomiast dwa lata temu w okolicach Lasu Chlebowskiego, tutaj przy Ptak Expo, było do sześciu sztuk widywanych – mówił Marek Pudełko, myśliwy związany z Polskim Związkiem Łowieckim.

Według jego relacji pojedynczego wilka widziano w 2026 roku, a grupę liczącą do sześciu osobników około dwóch lat wcześniej.

– Te wilki regularnie zaglądają tutaj do nas – zaznaczył.

Czy w przyszłości mogą zadomowić się na stałe?

– Tak, taka opcja jest, ponieważ to jest tak zwana dyspersja młodych – wyjaśniał.

To naturalne zjawisko. Młode wilki opuszczają rodzinne watahy i wędrują, czasem nawet setki kilometrów, w poszukiwaniu własnego terytorium.

Sześć wilków zgłoszono również leśnikom

Co ciekawe, podobne informacje pojawiły się na początku stycznia 2026 roku w sąsiedniej gminie Prażmów.

Nadleśnictwo Chojnów otrzymało wówczas zgłoszenie o sześciu wilkach widzianych w lesie w rejonie Julianowa i Obrębu. Leśnicy próbowali zweryfikować obserwację, jednak śnieg spadający z drzew zatarł tropy. Zapowiedziano więc rozmieszczenie fotopułapek.

Informację opublikowała oficjalnie gmina Prażmów 8 stycznia. Nie była to jednak potwierdzona obserwacja tych sześciu zwierząt, lecz zgłoszenie mieszkańców.

To kolejny sygnał, że wilki mogą pojawiać się w lasach południowych okolic Warszawy.

Czy jest się czego bać?

Sam widok wilka nie oznacza zagrożenia. Zwierzęta te zazwyczaj unikają ludzi, a ich obecność w naszych lasach jest naturalnym elementem odbudowującej się populacji tego chronionego gatunku.

Podczas spacerów warto jednak zachować ostrożność, szczególnie jeśli towarzyszy nam pies. Nie należy zbliżać się do wilków, próbować ich karmić ani prowokować. Psy powinny pozostawać na smyczy.

Szopy pracze na stawach w Pęcicach

Wilki to nie wszystko. Marek Pudełko zwrócił również uwagę na szopy pracze, które – według jego obserwacji – pojawiają się już regularnie w Pęcicach.

– W tym roku to już regularnie jest widywany na stawach tutaj w Pęcicach – mówił podczas komisji.

Dodał, że dwa lata wcześniej osobiście odstrzelił szopa pracza na polu kukurydzy w Kosowie.

Choć zwierzę z charakterystyczną czarną maską wygląda sympatycznie, dla rodzimej przyrody jest poważnym problemem.

Szop pracz pochodzi z Ameryki Północnej i jest w Polsce uznawany za inwazyjny gatunek obcy. Świetnie pływa, wspina się na drzewa i zjada niemal wszystko: jaja, pisklęta, płazy, gady czy drobne ssaki.

Może również przenosić niebezpieczne pasożyty, m.in. glistę szopa pracza.

Co ciekawe, dzień po posiedzeniu komisji, 9 października, Lasy Państwowe opublikowały ostrzeżenie zatytułowane „Szop pracz. Sympatyczny wygląd, realny problem”, zwracając uwagę na jego rosnącą obecność i zagrożenie dla rodzimych zwierząt.

Dwa drapieżniki, dwie zupełnie różne historie

Wilk jest naszym rodzimym gatunkiem, objętym ścisłą ochroną. Szop pracz to przybysz z Ameryki, którego rozprzestrzenianie się stanowi zagrożenie dla lokalnych ekosystemów.

A jeszcze niedawno o żadnym z nich raczej nie myśleliśmy podczas zwykłego spaceru po okolicznych lasach.

Dziś, jak pokazują relacje myśliwego i zgłoszenia do leśników, przyroda potrafi zaskoczyć nas całkiem blisko domu.


 Źródła: