Kiedy w lutym lub marcu 1908 roku ksiądz Piotr Loeve przyjechał do Nadarzyna, miał 32 lata i za sobą już kilka zupełnie różnych doświadczeń kapłańskich. Pracował w parafiach, warszawskim szpitalu i gimnazjum, a ostatnie dwa lata spędził w Kołacinku, niewielkiej miejscowości pod Brzezinami.
Nadarzyn miał stać się najdłuższym okresem jego pracy proboszczowskiej. Pozostał tutaj aż do końca 1918 roku, przeżywając wraz z mieszkańcami dramat pierwszej wojny światowej.
W parafialnej kronice jego następca, ksiądz Czesław Maliszewski, zanotował, że w ciągu trzech wojennych lat Loeve mieszkał na piętrze plebanii. Na strychu znajdowała się jego kuchenka, ponieważ parter zajmowali niemieccy żandarmi.
Były to warunki dalekie od spokojnego życia wiejskiego proboszcza. Ksiądz musiał dzielić własny dom z przedstawicielami okupacyjnej władzy.
Pozostawił też po sobie pamiątkę, którą do dziś można oglądać w nadarzyńskim kościele św. Klemensa. To ozdobne, złocone tabernakulum, utrzymane w formach klasycystycznych, zwieńczone figurą Baranka Apokaliptycznego. Według opracowania biograficznego jego portret olejny zachował się również w zakrystii.
Z Nadarzyna do warszawskiej hierarchii kościelnej
Piotr Loeve urodził się 18 listopada 1875 roku na terenie ówczesnego Mokotowa. Miał brata bliźniaka Łukasza, starszego od niego o pół godziny.
W latach 1893–1898 uczył się w warszawskim seminarium duchownym. Po święceniach pracował najpierw w Lesznie i Pszczonowie, następnie w Szpitalu św. Ducha przy ulicy Elektoralnej, a także jako nauczyciel religii.
Po opuszczeniu Nadarzyna został profesorem łaciny i literatury łacińskiej w warszawskim seminarium. W 1920 roku rozpoczął pracę w Sądzie Arcybiskupim, gdzie stopniowo awansował, obejmując po wojnie stanowisko wiceoficjała.
Przez wiele lat pozostawał również spowiednikiem w domu Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ulicy Żytniej w Warszawie.
Właśnie do tego domu zakonnego w sierpniu 1925 roku przybyła Helena Kowalska, późniejsza święta Faustyna. Nazwisko Loevego pojawia się w przypisach do jej „Dzienniczka” jako jednego z ówczesnych spowiedników zgromadzenia.
„Ks. Marek” i tajemnice wywiadu Armii Krajowej
Najbardziej niebezpieczny rozdział życia dawnego nadarzyńskiego proboszcza rozpoczął się podczas okupacji niemieckiej.
Od 1935 roku Loeve był rektorem kościoła św. Ducha przy ulicy Freta w Warszawie. Podczas wojny świątynia stała się miejscem ważnym również dla konspiracji.
Ksiądz działał pod pseudonimem „ks. Marek”. Był kapelanem „Lombardu”, komórki wywiadu ofensywnego Komendy Głównej Armii Krajowej.
W kościele, którym kierował, odbierano przysięgi od nowych wywiadowców. Dla ludzi prowadzących działalność przeciwko niemieckiemu okupantowi była to służba wymagająca zachowania ścisłej tajemnicy.
We wrześniu 1944 roku pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki, szef Oddziału II Komendy Głównej AK, wystąpił z wnioskiem o awansowanie kapelana na stopień kapitana czasu wojny.
W uzasadnieniu podkreślił patriotyzm księdza, jego poświęcenie i oddanie konspiracyjnej pracy. Loeve miał wówczas niemal 69 lat.
To jeden z najbardziej niezwykłych fragmentów jego życiorysu. Człowiek, który wcześniej przez dekadę prowadził parafię w niewielkim Nadarzynie, uczestniczył teraz w działalności struktur wywiadowczych polskiego państwa podziemnego.
Powrót do Walendowa
Po zakończeniu Powstania Warszawskiego i opuszczeniu stolicy duchowny ponownie trafił w okolice Nadarzyna.
Przez kilka miesięcy 1945 roku pełnił obowiązki tymczasowego kapelana w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Walendowie.
Był to powrót w dobrze znane strony, choć Polska, którą zastał, niewiele przypominała tę z okresu jego proboszczowania.
Później ponownie pracował w Warszawie. W 1946 roku został wiceoficjałem Sądu Arcybiskupiego, a dwa lata później kanonikiem Kapituły Metropolitalnej Warszawskiej.
Zmarł 19 września 1951 roku w wieku 75 lat. Spoczął w rodzinnym grobowcu Głodkiewiczów na Starych Powązkach.
Pozostawił po sobie nie tylko kościelne pamiątki i dokumenty. Jego biografia pokazuje drogę od pracy na wiejskiej plebanii, przez duszpasterstwo i kościelne sądownictwo, aż po konspiracyjną działalność podczas jednej z najtragiczniejszych wojen w historii Polski.
W Nadarzynie pamięć o nim przetrwała także dzięki księdzu Czesławowi Maliszewskiemu, który w swojej kronice zapisał jeszcze jedną, zupełnie inną historię z życia poprzednika. Opowieść o tajemniczych odgłosach, które przez lata miały niepokoić mieszkańców starej plebanii.
Źródła: opracowanie rodzinne Janusza Trylińskiego „X. P. Loeve kpt. AK”; „Kronika Parafii Nadarzyn” ks. Czesława Maliszewskiego, część VII; przypisy do „Dzienniczka” św. Faustyny.




Komentarze
Wybierz emotikonę
Wybierz GIF