Był wtorek, 21 sierpnia 1900 roku. Około godziny 22 od strony rogatek jerozolimskich w Warszawie dostrzeżono niezwykle wyraźną łunę. Nie była to potwierdzona godzina rozpoczęcia pożaru, lecz moment, w którym jego blask zauważono ze stolicy.
Następnego dnia „Kuryer Codzienny” donosił:
„Wczoraj około g. 10 wiecz. zajaśniała jaskrawa łuna w stronie rogatek jerozolimskich”.
Pierwsza wiadomość wskazywała, że ogień szerzył się poza Warszawą, „w okolicy Tarczyna”. Dopiero wydanie gazety z 23 sierpnia przyniosło właściwą informację: płonął Nadarzyn, należący wówczas do powiatu błońskiego.
Bilans podany przez gazetę był ogromny. „Zgorzało 42 domy, wraz z budynkami gospodarskiemi” – informował „Kuryer Codzienny”. Spłonęła również bóżnica, czyli miejscowa synagoga. Ocalały natomiast kościół oraz urząd gminny.
Skalę tej katastrofy jeszcze mocniej pokazuje zestawienie z wcześniejszym opisem miejscowości. Najbliższe odnalezione przed pożarem dane dotyczące liczby zabudowań pochodzą z 1862 roku, a więc sprzed 38 lat. Nadarzyn miał wówczas 65 domów, z których tylko pięć było murowanych, i liczył 939 mieszkańców. Do 1897 roku liczba ludności wzrosła do 1422 osób, więc można przypuszczać, że przez te lata przybyło również domów. Nie był to jednak rozwój, który pozwalałby mówić o wielokrotnym powiększeniu miejscowości. Dlatego informacja, że w 1900 roku spłonęły aż 42 domy wraz z zabudowaniami gospodarczymi, dobrze pokazuje skalę katastrofy — ogień musiał objąć znaczną część ówczesnej zabudowy Nadarzyna.
Do pożaru pospieszyła straż ogniowa z fabryki cukru „Józefów” oraz kilka innych straży fabrycznych z okolicy. Na ogromną łunę zareagowała również Warszawa. Stołeczna straż wyruszyła w kierunku pożaru, ale do Nadarzyna nie dotarła.
„Na widok łuny wyjeżdżała i straż warszawska, lecz z uwagi, iż pożar szerzy się daleko za rogatkami miejskiemi, zawrócono ją z drogi” – relacjonowała gazeta.
Kilka dni później „Gazeta Lwowska”, powołując się na warszawskie dzienniki, podała dodatkowy szczegół. Ogień miał wybuchnąć „w zabudowaniach, napełnionych łatwo palnymi materyałami”. Informacja ta nie wyjaśnia przyczyny pożaru, ale wskazuje, że w miejscu jego powstania znajdowały się materiały sprzyjające szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia.
Jak wielki musiał być pożar, pokazuje jeszcze jedno doniesienie „Kuryera Codziennego”. Gazeta podała, że łunę widziano nawet ze stacji Tłuszcz na kolei warszawsko-petersburskiej.
Wieść o tragedii rozeszła się znacznie dalej. 27 września 1900 roku o „Pożarze Nadarzyna” napisało „Słońce”, polskojęzyczne pismo wydawane w Milwaukee w Stanach Zjednoczonych. Ponad miesiąc po katastrofie o 42 spalonych nadarzyńskich domach mogli więc przeczytać również Polacy po drugiej stronie Atlantyku.
Pożar z sierpnia 1900 roku pozostaje jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii dawnego Nadarzyna. W ciągu jednej nocy ogień strawił dziesiątki domów, zabudowania gospodarcze i synagogę, a wiadomość o katastrofie niewielkiego mazowieckiego miasteczka obiegła prasę daleko poza granicami regionu.
Źródła:
„Kuryer Codzienny”, nr 231, 22 sierpnia 1900 r., s. 2, „Groźny pożar”
https://crispa.uw.edu.pl/object/files/667699/display/Default
„Kuryer Codzienny”, nr 232, 23 sierpnia 1900 r., s. 2, „Pożar Nadarzyna”
https://crispa.uw.edu.pl/object/files/667700/display/Default
„Gazeta Lwowska”, nr 194, 25 sierpnia 1900 r.
https://jbc.bj.uj.edu.pl/Content/19984/PDF/DIGCZAS002001_1900_194.pdf
„Słońce”, Milwaukee, 27 września 1900 r.
https://jbc.bj.uj.edu.pl/Content/948344/NDIGCZAS083347_1900_039.pdf




Komentarze
Wybierz emotikonę
Wybierz GIF