Wiecie, że 13 września, dokładnie tak jak dzisiaj, tylko 88 lat temu, w Nadarzynie był dzień jarmarku? Dziś mamy niedzielę, wtedy był wtorek, 13 września 1938 roku, a centrum miejscowości od rana żyło handlem.
Na rynek zjeżdżały wozy, przyprowadzano zwierzęta, pojawiali się gospodarze, handlarze i kupujący z okolicznych miejscowości. Dla jednych był to dzień, w którym trzeba było dobrze sprzedać cielaka albo świnię, dla innych okazja, żeby kupić zwierzę do gospodarstwa, zrobić zapasy i spotkać ludzi, których na co dzień widywało się rzadko.
Przedwojenny jarmark nie miał wiele wspólnego z dzisiejszym kiermaszem. Nie przychodziło się tam przede wszystkim po atrakcje. Przychodziło się zrobić interes.
O tym, że właśnie 13 września 1938 roku przypadał termin jarmarku w Nadarzynie, mówi kalendarz właśnie z tego roku. W wykazie zapisano wprost „Nadarzyn, gm. Młochów”, a jedną z podanych dat jest właśnie 13 września.
Dopiero inne dokumenty z epoki pokazują jednak skalę tego handlu.
Kilka lat wcześniej Główny Urząd Statystyczny zebrał informacje o targach w całej Polsce. Przy Nadarzynie zapisano, że na duży targ spędzano najczęściej około 140 cieląt, 120 owiec i kóz, 15 świń oraz 10 sztuk bydła rogatego.
To ponad 280 zwierząt podczas jednego targu.
Do każdego z nich dochodzili właściciele, kupujący, handlarze, furmani i ludzie, którzy przychodzili zobaczyć, co można kupić i po ile. Nadarzyński rynek musiał więc w taki dzień zamieniać się w tłoczne, głośne miejsce, w którym wszystko kręciło się wokół ceny.
A ceny ustalano w sposób, który dzisiaj mógłby przyprawić niejednego kupującego o zawrót głowy.
Na wielu targowiskach zwierząt po prostu nie ważono. Ich wartość oceniano „na oko”. Kupujący oglądał sztukę, próbował oszacować jej wagę i kondycję, sprzedający zachwalał towar, po czym zaczynało się targowanie. Doświadczony handlarz potrafił na takim interesie zarobić. Niedoświadczony mógł wrócić do domu z dużo lżejszą kieszenią.
A mówimy o poważnych pieniądzach.
W 1938 roku przeciętna cena dojnej krowy wynosiła około 166 złotych, a konia roboczego około 246 złotych. Dla porównania kilogram chleba żytniego kosztował około 31 groszy, litr mleka 27 groszy, a kilogram wołowiny około 1,50 zł.
I właśnie te ceny są dobrym wstępem do jednej z najbardziej barwnych historii związanych z przedwojennym handlem nadarzynian. Choć nie dotyczy ona bezpośrednio jarmarku z 13 września 1938 roku, zdecydowanie warto ją opowiedzieć.
W Księdze pamięci Pruszkowa, Nadarzyna i okolic Szaul Karczewer wspominał rzeźników z Nadarzyna, którzy każdego ranka ładowali mięso na fury i jechali sprzedawać je do Pruszkowa.
Miejscowej konkurencji przestało się to podobać.
Powód był prosty: nadarzynianie mieli sprzedawać mięso o 10 groszy taniej na kilogramie.
Dzisiaj 10 groszy nie wywołałoby żadnej wojny cenowej. Wtedy było inaczej. Za mniej więcej trzy takie dziesięciogroszówki można było kupić kilogram chleba. Przy większej ilości mięsa różnica szybko zamieniała się w konkretne pieniądze, a każdy kilogram sprzedany przez nadarzynian oznaczał klienta, którego nie zdobył ktoś z Pruszkowa.
W końcu miejscowi rzeźnicy postanowili, że trzeba z tym skończyć.
Zebrali się o świcie i ruszyli w stronę Nowej Wsi, żeby przeciąć drogę wozom nadjeżdżającym z Nadarzyna. Nie wybierali się jednak na spokojną rozmowę o uczciwej konkurencji.
Zabrali ze sobą kije i bańki z naftą.
Kiedy nadjechały wozy z mięsem, nadarzynianie zostali zatrzymani i usłyszeli, że mają zawrócić. Pruszkowscy handlarze chcieli w ten sposób odciąć tańszą konkurencję od swoich klientów.
Nadarzynianie odmówili.
Uważali, że mają prawo sprzedawać tam, gdzie chcą i za ile chcą.
Zaczęła się awantura, a emocje szybko sięgnęły takiego poziomu, że w relacji Karczewera pada hasło:
„Oni albo my!”.
W pewnym momencie jeden z uczestników podszedł z bańką nafty do wozu z mięsem i sytuacja była już o krok od podpalenia. Powstrzymali go pozostali.
Nadarzynianie jednak nie ustąpili.
Ruszyli dalej i pojechali ze swoim mięsem do Pruszkowa.
Cała awantura zaczęła się od różnicy 10 groszy na kilogramie.
Tak wyglądała przedwojenna konkurencja handlowa, kiedy utrata kilku klientów mogła oznaczać realną stratę, a miejscowi przedsiębiorcy bronili swojego rynku nie reklamą czy promocją, tylko próbą fizycznego zatrzymania konkurencji na drodze.
I właśnie w takim świecie funkcjonowały także nadarzyńskie jarmarki.
Dlatego dzisiaj, 13 września 2026 roku, warto spojrzeć na centrum Nadarzyna trochę inaczej. Zamiast samochodów wyobrazić sobie fury, zamiast spokojnego placu — setki zwierząt, tłum kupujących, targowanie o każdą złotówkę i handlarzy, którzy doskonale wiedzieli, że dobry interes często zaczyna się od przekonania drugiej strony, że właśnie popełnia świetny interes.
Dziś jest spokojna niedziela.
88 lat temu, 13 września 1938 roku, był wtorek i duży gwar na nadarzyńskim rynku.




Komentarze
Wybierz emotikonę
Wybierz GIF