Posiedzenie połączonych Komisji Inwestycji i Ochrony Środowiska oraz Komisji Zdrowia i Spraw Społecznych, które odbyło się 8 października, miało dotyczyć przede wszystkim problemu dzików pojawiających się na terenach zabudowanych. Dyskusja szybko jednak zeszła na znacznie poważniejsze kwestie.

Marek Pudełko, łowczy związany z Polskim Związkiem Łowieckim i zajmujący się m.in. odstrzałami redukcyjnymi, przedstawił radnym relację z sytuacji, z którymi – jak twierdzi – spotyka się podczas nocnych patroli okolicznych lasów i pól.

Sarny znikają. „Są miejsca, gdzie jest wybrana do zera”

Według myśliwego w obwodach łowieckich nr 384 i 397, obejmujących m.in. tereny Nadarzyna, Raszyna, Michałowic i Lesznowoli, nie prowadzi się obecnie łowieckiego pozyskania saren. Mimo tego ich liczebność ma systematycznie spadać.

– Sarna znika, znika po prostu. Jej nie ma – mówił Marek Pudełko. – Ja czasami rozmawiam z mieszkańcami, to mówią: „Proszę pana, niech pan chociaż tego lisa zostawi, bo tu już nic nie ma”. Po prostu wszystko, co można zjeść, to się zjada.

W dalszej części posiedzenia, pytany o skalę nielegalnego odstrzału, ocenił ją nawet na 300–400 procent, choć nie sprecyzował, do jakiej wielkości odnosi to oszacowanie.

– Tej sarny z roku na rok praktycznie nie ma. Są miejsca, gdzie ona jest wybrana do zera – stwierdził.

Zdaniem Pudełki jedną z przyczyn jest kłusownictwo z użyciem broni palnej, które – jak mówił – nasiliło się od 2022 roku.

Łowczy wskazał przy tym na osoby określane przez niego jako „nasi sąsiedzi zza Buga”. Gdy jedna z radnych zapytała, czy ma na myśli obywateli Ukrainy, potwierdził skinieniem głowy. Była to jednak ocena przedstawiona przez myśliwego, a nie ustalenie narodowości sprawców konkretnych przestępstw przez policję.

Pudełko opowiadał również o samochodach pojawiających się nocą na polach SGGW. Według jego relacji wewnątrz siedziało niekiedy po czterech lub pięciu mężczyzn, którzy tłumaczyli, że przyjechali oglądać łosie.

Myśliwy sugerował, że rzeczywistym celem tych wizyt mogło być kłusownictwo. Jak zauważył, w kilka osób łatwiej załadować tuszę dużego zwierzęcia do samochodu.

Rusiec–Młochów. Uciekający samochód i Renault Clio ukryte w lesie

Jedna z najbardziej zagadkowych historii dotyczy bezpośrednio naszej gminy.

W pierwszy weekend października, w rejonie zabytkowej alei lipowej między Ruścem a Młochowem, Marek Pudełko miał natknąć się na samochód, który na jego widok zaczął uciekać.

Myśliwy poruszał się wówczas quadem. Jak sam wyjaśnił, celowo zmienia pojazdy, żeby nie być rozpoznawanym podczas patroli.

– Uciekali przede mną samochodem. No ja akurat byłem takim quadem, traktorkiem, bo czasami zmieniam samochód, żeby nie być takim rozpoznawalnym do końca – relacjonował.

Gdy dotarł na miejsce, zauważył Suzuki Vitarę z pruszkowskimi numerami rejestracyjnymi. Na polnej drodze znajdowało się natomiast rozbite Renault Clio, prawdopodobnie po dachowaniu, bez tablic rejestracyjnych.

Zgłosił zdarzenie służbom.

Następnego dnia, w niedzielę, wrócił w to samo miejsce. Suzuki nadal stało, a wewnątrz ktoś przebywał. Gdy poświecił latarką, zauważył poruszenie. Rozbitego Renault nie było już na drodze.

– Oko myśliwego to jest takie, że się zagląda tam, gdzie normalny człowiek by nie zaglądał – mówił radnym.

Postanowił więc pojechać głębiej w las. Tam odnalazł Renault Clio przykryte brzozowymi gałęziami.

– Renault Clio jest przykryte gałęziami brzozowymi. Tylko jak latarką przyświeciłem, a termowizja pokazuje ciepło, no więc widzę, że jest przykryty samochód.

O tym znalezisku również zawiadomił służby.

Relacja nie przesądza, do kogo należały pojazdy ani czy miały związek z kłusownictwem. Sam sposób ukrycia rozbitego samochodu, opisany podczas publicznego posiedzenia komisji, budzi jednak pytania.

Mężczyźni z karabinem. „To nie jest tak, że ja mam domysły”

Marek Pudełko przekonywał radnych, że w okolicznych lasach problemem nie są wyłącznie tradycyjne wnyki, ale również osoby posługujące się bronią palną.

– To są przypadki, gdzie ja widzę broń i to nie jest tak, że ja mam domysły – mówił. – Widzę, że jest czterech facetów przed samochodem. Jeden siedzi w samochodzie i majstrują przy karabinie.

Łowczy ostrzegał również przed tym, co określił mianem „broni frontowej”, twierdząc, że w naszym rejonie jest jej dużo.

– Kto strzela, nie wiadomo. W jakich okolicznościach, nie wiadomo.

Zwracał uwagę, że nawet wśród legalnie polujących myśliwych dochodzi czasem do tragicznych pomyłek. W przypadku nielegalnego posiadania i używania broni ryzyko może być jeszcze większe.

– Wilków czy tam dzików to możemy się obawiać, ale z nimi sobie poradzimy. Natomiast nie poradzimy sobie z innymi rzeczami.

Warto podkreślić, że podczas posiedzenia nie przedstawiono dokumentów potwierdzających pochodzenie opisywanej broni z terenów działań wojennych.

Osiem saren we wnykach. Strzelec w Sokołowie i martwy łoś w Chlebowie

Wśród przytoczonych przez myśliwego przypadków znalazło się także kilka innych zdarzeń z naszego regionu.

W rezerwacie Stawy Raszyńskie Pudełko ma regularnie znajdować i usuwać urządzenia służące do kłusownictwa. Jak mówił, w lesie pojawiają się również prowizoryczne ambony mocowane do drzew, które jego zdaniem wykorzystywane są do nielegalnego strzelania do saren.

– Ja mogę stawiać fotopułapki, mogę przekazywać informacje – tłumaczył radnym.

W Marysinie, już na terenie powiatu piaseczyńskiego, po jednej nocy miał znaleźć osiem saren we wnykach. Wspomniał też o nagraniu z fotopułapki, na którym widać mężczyznę w kominiarce sprawdzającego zastawione pułapki.

Kolejne zdarzenie miało miejsce przy ulicy Wąskiej w Sokołowie, w gminie Michałowice. Według relacji Pudełki około godziny 14:00 z terenu budowy wyszedł mężczyzna z bronią i próbował strzelić do biegnącego bażanta.

Zauważył go świadek stojący na balkonie.

– Ale co pan robi?! – miał krzyknąć do uzbrojonego mężczyzny.

Ten schował broń i wrócił na teren budowy. Jak opowiadał myśliwy, przybyła na miejsce policja nie ustaliła sprawcy. Z budynku wyszło około trzydziestu pracowników w podobnych kurtkach, a broni nie odnaleziono.

Pudełko przywołał również przypadek martwego łosia znalezionego rok wcześniej w lesie za działkami w Chlebowie. Według jego relacji sprawa została zgłoszona policji, a na miejsce przyjechała ekipa, która zabrała zwierzę.

„Radiowóz jedzie do dzisiaj”

Jednym z najmocniejszych fragmentów wystąpienia była ocena reakcji policji na zgłoszenia dotyczące podejrzanych osób i nielegalnej broni.

– Zgłaszam to na numer 112. „Proszę ich przypilnować, my wysyłamy radiowóz”. I ten radiowóz jedzie do dzisiaj – mówił z ironią Pudełko.

Według jego relacji zdarza się, że przez długi czas pilnuje podejrzanych osób, oczekując na interwencję.

– Jak nie ma raz, drugi, piąty reakcji, to tak naprawdę ja tracę godzinę, bo muszę siedzieć tam i kogoś pilnować.

Myśliwy zaznaczył jednocześnie, że zna policjantów, którzy reagują na jego zgłoszenia i pomagają ustalać okoliczności zdarzeń. Jego krytyka dotyczyła więc przede wszystkim braku szybkiej reakcji w opisywanych przypadkach.

Wszystkie te informacje są relacją przedstawioną podczas posiedzenia komisji. Nie stanowią potwierdzenia przebiegu poszczególnych interwencji przez policję.

Ambona strzelnicza w Młochowie
Ambona strzelnicza w MłochowieFot. / źródło: Nadarzyn.tv

W Nadarzynie też ma być problem. Podcinane ambony i zdjęcia myśliwych

W dalszej części posiedzenia pojawił się jeszcze jeden wątek bezpośrednio związany z Nadarzynem.

Marek Pudełko opowiadał o konflikcie między częścią środowiska łowieckiego a osobami sprzeciwiającymi się polowaniom.

Przytoczył sytuację, w której przewoził siedem odstrzelonych i przebadanych dzików do punktu skupu w Nadarzynie. Zauważył wówczas kobietę robiącą mu zdjęcia.

Twierdził również, że w mediach społecznościowych podejmowane są próby ustalenia jego danych osobowych, a nieznane osoby uszkadzają ambony myśliwskie.

 

– Jest grupa taka, która, nie wiem, podcina ambony, coś tam, coś tam. I teraz tak, okej, ja mogę z tych ambon nie korzystać, ale jak ktoś pójdzie i wejdzie sobie, i połamie nogi albo się zabije, to jest pytanie, kto za to weźmie odpowiedzialność.

Podczas obrad zapowiedział, że jeszcze tego samego dnia pojedzie do Nadarzyna, aby zgłosić sprawę policji.

To kolejny przykład konfliktów, o których mówił myśliwy. Uszkadzanie urządzeń łowieckich może stwarzać zagrożenie również dla osób postronnych.

Prawie 20 tysięcy złotych na paliwo. A dzików odstrzelono 279

Choć głównym tematem posiedzenia miały być dziki, informacje przedstawione przez Pudełkę pokazują także skalę jego codziennej działalności.

Według danych podanych na komisji od kwietnia do 7 października na terenie dwóch obwodów łowieckich nr 384 i 397 odstrzelono łącznie 279 dzików.

To średnio około 44 zwierząt miesięcznie.

Myśliwy mówił także o kosztach, które ponosi z własnej kieszeni.

– Od początku roku tylko na paliwo do samochodu wydałem 19 384 złote 37 groszy.

Jak tłumaczył, interwencje często wymagają nocnych wyjazdów, obserwacji terenu i wielogodzinnego oczekiwania.

Opowiedział też o sytuacji, w której jeden z mężczyzn miał wymachiwać nad jego głową siekierą, tłumacząc później, że sam poczuł się zagrożony, ponieważ myśliwy posiadał broń w samochodzie.

– Przecież mogę spać normalnie codziennie, co nockę – podsumował w innym momencie dyskusji.

Co dalej z informacjami przedstawionymi radnym?

Wypowiedź Marka Pudełki padła podczas oficjalnego, publicznego posiedzenia komisji Rady Powiatu Pruszkowskiego. Opisane przez niego zdarzenia dotyczą kilku miejscowości, w tym bezpośrednio Ruśca i Młochowa.

Szczególnie poważne są informacje o mężczyznach z bronią palną oraz zarzuty dotyczące reakcji policji.

Redakcja Nadarzyn.TV zwróci się do Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie o informacje dotyczące zgłoszeń z pierwszego weekendu października w rejonie Ruśca i Młochowa, zdarzenia przy ulicy Wąskiej w Sokołowie oraz zgłoszeń związanych z kłusownictwem i nielegalnym posiadaniem broni.

Oprócz tego zwrócimy się również z zapytaniami do władz gminnych i powiatowych jakie zadania planują podjąć w sprawie.

Zapytamy również o zapowiedziane przez myśliwego zgłoszenie dotyczące uszkadzania ambon w rejonie Nadarzyna.

Do sprawy wrócimy.


Źródło: Publiczne posiedzenie Komisji Inwestycji i Ochrony Środowiska oraz Komisji Zdrowia i Spraw Społecznych Rady Powiatu Pruszkowskiego z 8 października 2026 r.

 Nagranie posiedzenia komisji