Po jednej stronie tego konfliktu stał Mikołaj z Mirowic, prepozyt kapituły warszawskiej i właściciel Tarczyna. Po drugiej – okoliczna szlachta herbu Prus. Był to herb używany przez kilka rodzin mieszkających w tej części Mazowsza, także w Krakowianach.

Wśród mieszkańców tej wsi źródło wymienia Hieronima, Mikołaja Łyska, Jana Skarbka, Jerzego oraz ich braci. To właśnie oni, razem ze swoimi kmieciami, znaleźli się wśród uczestników wyprawy na Tarczyn.

Powód tej przemocy krył się w dokumentach przechowywanych na dworze prepozyta. Konflikt zdążył już trafić przed sąd, zapadły wyroki i zasądzono kary przeciwko miejscowym Prusom. Dopóki pisma pozostawały w rękach Mikołaja z Mirowic, mógł na ich podstawie domagać się wykonania sądowych rozstrzygnięć.

Ludzie z Krakowian ruszyli więc przeciwko człowiekowi, który posiadał obciążające ich dokumenty. Nie byli przy tym zdani wyłącznie na własne siły. Pomoc nadeszła z wielu okolicznych miejscowości.

Do wyprawy przyłączył się Jan Jeżewski, chorąży zakroczymski, razem ze swoim synem Rafałem. Był wśród nich także Jan Ojrzanowski, któremu towarzyszyła liczna grupa domowników i służby. Pisarz sądowy zapisał imiona dziesięciu jego ludzi: Grzegorza, Stanisława Wąsa, Kopera, Maćka, Klimka, Jana Zaleskiego, Parula, Puszkarza, Mitka Litwina i Miklasza.

Ludziom z Krakowian pomogli również Jan Szamota, Stanisław z Suchodołu, Jan Drogoński, Piotr Garbatka oraz Mikołaj Manowski z synami. Z Prac Pasznych przybyli Szczepan, Paweł, Stanisław i Maciej wraz ze swoimi poddanymi. W wyprawie uczestniczyli także Pławscy, Świętochowscy, Klemens Jezierzyński z synami, Marcin z Gąsek, kmiecie z Woli Krakowieńskiej i Ruśca oraz mieszkańcy Nadarzyna.

Grupa była tak liczna, że autor sądowej zapiski zakończył wyliczenie informacją o wielu innych uczestnikach, których imion i nazwisk nie zdołano ustalić. Z lokalnego sporu wyrosła więc wyprawa skupiająca szlachtę, jej służbę, kmieci i mieszczan z kilkunastu okolicznych miejscowości.

Ich celem stał się dwór prepozyta w Tarczynie, położony zaledwie kilka kilometrów od Krakowian. Majątkiem zarządzał Wawrzyniec Rudowski i to on znalazł się wśród ofiar najazdu. Zginęli również sługa Goraj oraz tarczyński mieszczanin zapisany w źródle jako Sartor. Szczepan Boniecki herbu Bończa przeżył, lecz odniósł wiele ran.

Najważniejszy dom na dworze został podpalony, a wraz z nim spłonęły przechowywane wewnątrz dokumenty. Wśród nich znajdowały się wyroki wydane przeciwko Prusom. To na ich podstawie Mikołaj z Mirowic mógł domagać się wykonania zasądzonych kar.

Ogień pochłonął również rejestry sprzedaży dziesięcin i inne zapisy dotyczące majątku. Po ich zniszczeniu prepozyt nie potrafił już ustalić, komu sprzedano osiem wielkich stogów żyta ani od kogo powinien odebrać należne pieniądze.

Najazd miał także zwyczajnie rabunkowy wymiar. Z dworu zabrano dwa dobre siodła kozackie wraz z uprzężą. Ten szczegół został później skrupulatnie odnotowany obok znacznie poważniejszych strat: spalonego domu, zniszczonych ksiąg, ciężko rannego człowieka i trzech zabitych.

Dnia 12 listopada 1517 roku szkody zostały oficjalnie zapisane w warszawskich aktach sądowych. Woźny Trojan z Reguł potwierdził to, co zobaczył w Tarczynie, a Mikołaj z Mirowic oskarżył wymienionych uczestników najazdu o zniszczenia i rabunek. Zachowana zapiska nie zawiera późniejszego wyroku w tej sprawie.

Napastnicy zdołali jednak osiągnąć przynajmniej jeden cel. Zniszczenie rejestrów sprawiło, że prepozyt utracił część informacji o swoich należnościach, a dokumenty zawierające wcześniejsze wyroki przeciwko Prusom przestały istnieć.

Ogień nie usunął jednak śladów samego najazdu. Skarga Mikołaja z Mirowic trafiła do innej księgi, w której zapisano nazwiska ludzi z Krakowian oraz tych, którzy przyszli im z pomocą. Dzięki temu po ponad pięciuset latach nadal wiemy, kto ruszył na Tarczyn i jaki był finał jednego z najkrwawszych konfliktów w historii tej okolicy.